KSIĄŻĄTKO KONRADA TOMA. FILM (1937)
03.09.1937 premiera
Film w reżyserii Konrada Toma i Stanisława Szebego to jeden z kilku przedwojennych obrazów z motywem płciowego qui pro quo. Tym razem kobieta wdziewa męski strój, który wywraca jej życie do góry nogami. Oto urzędniczka pocztowa Władzia Majewska (Karolina Lubieńska) wciela się w fordansera, tym samym skromna dziewczyna marząca o bogatym dziedzicu Tadeuszu Rolskim (Eugeniusz Bodo) rozpoczyna życie nocnego uwodziciela.
Ale nietypowy to uwodziciel, bo – jak pada kilka razy w filmie – Władek jest „jak panienka”, „takie książątko”. Śliczny młodzieniec, którego nieśmiałość i niewinność pociąga kobiety. Śliczny, bo wkłada elegancki smoking, ale zostawia wyskubane cienkie brwi, pomalowane oczy i usta. Przypomina trochę Marlenę Dietrich z filmu Maroko, ale w przeciwieństwie do niej Władzia_Władek jest bardzo zachowawcza_y w relacji z kobietami. Sztywnieje w ich towarzystwie, nawet się od nich opędza.
Nie udaje zainteresowania, którego wymaga i które usprawiedliwia profesja fordansera. Nie ma w tych relacjach żadnej lesbijskiej sugestii.
Za to w relacji z dziedzicem Tadeuszem Rolskim, którego Władzia_Władek spotyka na dancingu w Krynicy, blokady puszczają. Mamy więc „sceny gejowskie”, które mogłyby „naruszyć” heteronormę, ale widzka_widz usprawiedliwia wszystko miłością Władzi i konwencją chwilowego crossdressingu. Główny amant również z czasem orientuje się, że Władek to Władzia i podejmuje grę, której ostatecznym celem jest małżeństwo dziewczyny z poczty z dziedzicem. Płciowe qui pro quo przysłużyło się temu, więc normatywny porządek nie został podważony, a umowność przebierankowej sytuacji podkreślona.
[impresja]
*************